Naszymi oczami

Czy keynote Apple będą jeszcze takie jak kiedyś?

Chociaż konferencje Apple są wciąż wyczekiwane, to chyba wszyscy się zgodzą, że po śmierci Steve’a Jobsa, nie są one już dokładnie tym samym co kiedyś. Czy jest ktoś, komu nie brakuje słynnego „one more thing”, które sprawiało, że każdemu fanowi nagryzionego jabłko serce zaczynało bić szybciej?

Oprócz tego, Apple boryka się obecnie z dwoma problemami, które mają bezpośredni związek z konferencjami i tym, co jest tam prezentowane. Po pierwsze, firmie zarzuca się brak innowacyjności, chociaż osobiście z tym stwierdzeniem się nie zgadzam i myślę, że Apple udowodni w tym roku, że potrafi pozytywnie zaskoczyć nowoczesnością technologii. Po drugie, Tim Cook boryka się z jeszcze jednym poważnym problemem – przeciekami. Te coraz bardziej sprawiają, że konferencje Apple przestają zaskakiwać. Zamiast prawdziwego show, można coraz częściej tylko wzdychać i stwierdzić… „to już widzieliśmy miesięc temu, na zdjęciu jakiegoś Chińczyka”. Chociaż obecny CEO rozpoczął z tym walkę, to na efekty, o ile jakiekolwiek będą, będziemy pewnie musieli jeszcze poczekać.

Słynne „keynote” zostały wymyślone w 1980 roku przez byłego prezesa firmy, John’ego Sculley’a. Jako ekspert ds. marketingu, Sculley chciał, aby prezentacja nowych produktów była teatralnym spektaklem i wyjątkowym wydarzeniem dla mediów. Fani, serwisy informacyjne, analityce giełdowi – wszyscy mieli być doprowadzeni do ekstazy. A konkurencja do zazdrości i szału.

Steve Jobs - MacBook

Steve Jobs, ze swoją niesamowitą dbałością o szczegóły i olbrzymią charyzmą, przez lata świetnie sprawdzał się w przygotowaniu i prowadzenie prezentacji. Bywało dowcipnie, bywało ciekawie… A jak jest teraz? Niestety ostatnie prezentacje wiały nudą. Wciąż były pokazywane produkty, które nadal przyciągały uwagę, ale zarzuty przeciwko Apple nie biorą się znikąd. Jeśli Apple chce utrzymać poziom swoich keynote i nie pozwolić, aby wyprzedziła je konkurencja, potrzeba tu nieco świeżości. Czy sam Tim Cook będzie w stanie tego dokonać. A może na scenę trzeba by wprowadzić nowe osoby?

xl_Apple_JonathanIve_624

Redaktor portalu Cult of Mac sugeruje, że keynote mogłyby zostać odmienione przez Jony’ego Ive’a. Przyjaciela i bliskiego współpracownika Steve’a Jobsa, który tak naprawdę przejął w Apple jego rolę. Chociaż to Tim Cook jest CEO firmy, to nie da się nie zauważyć, że teraz, tak jak niegdyś Jobs, to Ive pociąga za wszystkie sznurki, jeśli chodzi o wygląd i kształt nowych produktów. Dotychczas Jony raczej nie pojawiał się na scenie, ale zawsze występował w filmach, gdzie z wielkim zaangażowaniem opowiadał o zaprojektowanych produktach. Może właśnie to przydałoby się dzisiaj na scenie Moscone West? Aby pojawiła się osoba, która z wyjątkową pasją i „magnetyzmem”, tak jak kiedyś Steve Jobs, opowie o tym, nad czym pracowało Apple?

Czy dzisiaj coś ulegnie zmianie? Czy zobaczymy prawdziwe show? Przekonamy się już o 19:00!

To Top