Naszymi oczami

3 dni z Apple Watch i koszmarny koniec

Na początku mojej przygody zaznaczę, że doświadczenie i cała akcja przyczyniła się do odkrycia marki Apple, z innej niestety gorszej strony. Ciemna strony mocy,  zablokowała mój entuzjazm na markę i z pewnością na długi czas odciśnie swoje piętno na mojej wrażliwej duszy. Cofnijmy się więc w czasie o jakiś tydzień…

Zamówienie

Wieczorna pora bliżej weekendu. Dzwoni Facetime z Ameryki. Jestem szczęśliwy, że rodzinnie potrafimy się zmobilizować, zadzwonić, wypytać o zdrowie, powodzenie w życiu i inne nieskomplikowane przyziemne sprawy, z których można się cieszyć, o których można opowiadać, i którymi można się chwalić, no bo przecież miłość jest najważniejsza. Pada hasło przyjeżdżamy za tydzień może coś potrzebujecie. I w moim umyśle początkowo z małej iskry nadziei, a na rekacji łańcuchowej radioaktywnego plutonu 238 w mózgu kończąc eksploduje hasło ” AppleWatch”. Wstrzymuje się jeszcze przez moment, próbuje zachować stanowczość i zdrowy rosądek wobec finansów. Może by tak Apple Watch! -wyrzucam nagle z siebie targany niekontrolowanym instyktem. I sytuacja szachowa. Jeszcze jest szansa żeby się wycofać jeszcze nie jest za późno. Basiaga pomyśl przecież nowy gadżet od Apple nie jest tobie, aż tak potrzebny by zmuszać rodzinę zza oceanu do jego importu. Space Gray 42mm poproszę- dodałem. Tak. Postradałem zmysły.

Unboxing

Jest piękny, cudowny, jedyny, niepowtarzalny. Emocje sięgają zenitu. Zapakowany w pięknej prezentowej trobie na froncie, której widnieje logo Apple Watch. W dłoni trzymam już nożyk introligatorski wyciągam piękne opakowanie i wykonuje delikatne cięcie po wewnętrznych krawędziach wieka, aby nie uszkodzić pudełka. Powoli wyciągam górę, a przed moimi oczyma pokazuje się białe estetyczne plastikowe pudełko z logiem Apple. Pieczołowicie wyciągam każdy element opakowania, instrukcje z dodatkowym paskiem, indukcyjny kabel ładujący, oraz ładowarkę. Nadchodzi kluczowy moment otwieram biały case i oto i on. Apple Watch Sport 42mm Space Gray, ubieram go po raz pierwszy, konfiguruje. Radość, jest wielka radość.

[half]IMG_2482[/half] [half_last]IMG_2521[/half_last]

3 dni i prawo Murphiego

Dziwne przyzwyczajenie do noszenia zegarków na prawej ręce, powodowało zawsze duże uszkodzenia moich naręcznych urządzeń. Wziąłem ten fakt pod uwagę, zamówiłem szkło hartowane świadom niedoskonałości szkła Ion-X i przemogłem się na zmianę ręki, na której będę nosić zegarek.  Po raz pierwszy w życiu zegarek zagościł na moim lewym nadgarstku i nie ukrywam, że przynosząc zmiany przyniósł wielki entuzjazm. Pierwsze testy, połączenia, zabawa z muzyką, wiadomościami czy mailingiem to naprawdę poezja. Pomiary parametrów życiowych dodały moim treningom profesjonalizmu, jazda samochodem i nawigacja to absolutny czad. Rozmowy wprost z urządzenia poprawiają komfort prowadzenia pojazdu. Intuicyjne menu porywa, świetny wyświetlacz urzeka, ale zawsze jest jakieś ale. Trzeciego dnia wieczorną porą poszedłem zaczerpnąć świeżego powietrza. Stanąwszy w wygodnej pozycji wyciągnąłem się chcąc rozprostować kości sięgnąłem po paczkę papierosów do tylnej kieszeni. Ale szczęście dopisało abym zapalniczkę miał w przeklętej lewej przedniej kieszeni. Sięgam do niej.

I wtedy rozpętał się koszmar…

Słyszę zgrzyt szkła o betonowy murek. Nie wierzę. Targany szponami niepewności powoli uświadamiam sobie jak okrutny los mnie spotkał. Zadaje sobie pytanie jak to się stało, że wszechświat pozwolił by spotkały się dwa materiały o różnych indeksach twardości i w tej walce własnie mój Apple Watch musi być tym słabszym. Widok po podniesieniu ręki był dla mnie jak grom z jasnego nieba. Nogi zadrżały, ziemia się rozstąpiła. Kolejna eksplozja hormonów do mózgu, tym razem tych stresogennych odebrała mi mowę. Przyspieszone tętno, adrenalina zamiast krwi, a później w okresie przeżywania silnego stresu, który trwał ponad godzinę, wydzieliły się olbrzymie ilości kortyzolu, który na chwilę obecną sieje spustoszenie w moim organizmie. Bluzgi, przekleństwa, szaleńcza rozpacz. Gdzie prawo pozytywnego myślenia? Stałem tam sam wpatrzony w pustkę przede mną w niej dostrzegłem tylko wielką jak Kanion w Kolorado sznitę, a obok niej ogromną jak Rów Mariański krechę! Wtedy istniało tylko jedno prawo. Prawo Murphiego, które mówi:

Jeśli masz porysować swój Apple Watch to porysujesz go wtedy, gdy będziesz oczekiwał na zamówione szkiełko ochronne.

Stało się najgorsze. Piękny Apple Watch, obdarty z godności, zlinczowany, storturowany i to przez niewzruszony murek z sądeckich odlewni betonu. Staliśmy tam razem. Ja i mój biedny dotkliwie zraniony Apple Watch. Chciałem obudzić się wierząc, że to tylko zły sen. Nie. To rzeczywistość, dramat, katastrofa. Prawda jest taka, że nie zdołałem się nim jeszcze odpowiednio nacieszyć, a radość i fascynacja przeminęła przez jeden felerny zbieg okoliczności. Na moje nieszczęście złożyło się wiele czynników między innymi chęć zapalenia, ładna pogoda, wysokość murka, pora roku, koniunkcja planet z 2040 roku i wiele innych nieprzewidzianych praw, na które człowiek ma mniejszy lub większy wpływ. Prawdziwy efekt motyla.

IMG_0767

Boże jaki żal.

Styuacja bez wyjścia

Niestety nie ma oficjalnej dystrybucji, nie ma serwisu, nie ma gwarancji. Nie pomoże ani święty boże. Po wszystkiemu. Koniec. Elektryczne gitary śpiewały ” A miało być tak pięknie”. Niestety fizyka górą, a tego nawet ja nie przeskoczę. Drodzy czytelnicy życzę Wam jak najmniej ciężkich przypadków uszkodzeń, upadków czy rozbić ulubionego sprzętu. W tym wszystkim smutne jest to, że nawet jako serwisant sprzętu Apple załamuje ręce i sam nie mogę sobie pomóc. Od dziś z trudem przełykam ślinę gdy zerkam na godzinę. Pęka ekran, pęka serce. Dla ciekawskich zbliżenia uszkodzeń pod mikroskopem.

[half]kolorado[/half] [half_last]sznita[/half_last]

To Top